Według Obamy, sankcje "mogą i powinny być podjęte w przypadku, gdy Kreml spełni wszystkie warunki Mińskich porozumień, dotyczących ustanowienia pokoju na wschodzie Ukrainy. Podobnie wypowiadała i Merkel.

Przypadkowo lub nie, ale słowo "Krym" w przemówieniach liderów dwóch krajów ani razu nie padło. Niektórzy obserwatorzy na Ukrainie, w pośpiechu ocenić to zastrzeżenie, bo w przeciwnym razie trzeba przyznać, że Zachód pogodził się z rosyjską przyłączenie półwyspu i Kijów na zawsze utracił kontrolę nad Krymem.

Jeszcze w zeszłym miesiącu, w przeddzień drugiej rocznicy marcowego referendum na Krymie, rzecznik departamentu stanu USA John Kirby obiecał, że sankcje przeciwko Rosji pozostaną w mocy do momentu, gdy półwysep "nie oddadzą Ukrainie". Ale nawet biorąc pod uwagę fakt, że opinia Białego domu za czas, który upłynął mogło być skorygowane, urzędnik departamentu stanu — to nie prezydent, a nie Kirby określa politykę zagraniczną stanów Zjednoczonych. Do jesieni tego roku — to jest w gestii Obamy, który raczej nie chce zostawiać swojego poprzednika cały ładunek nagromadzonych problemów w stosunkach z ROSJĄ.

Tym bardziej, że nawet wśród ekspertów, których trudno podejrzewać sympatii do Kremla, zyskuje popularność przekonanie o tym, że przyłączenie Krymu do federacji ROSYJSKIEJ — proces nieodwracalny. W tej sytuacji najbardziej prawdopodobne szanse Ukrainy uzyskać półwysep z powrotem nie są związane z jakimiś działaniami Kijowa w tym kierunku i nie z presją Zachodu, a z ewentualnym rozpadem Rosji w przypadku upadku obecnego reżimu.

Na Kremlu nie mogą nie rozumieć, że kontynuacja wspierania separatystów na wschodzie Ukrainy, konserwacja konfliktu w jego obecnej formie, a w konsekwencji przedłużenie zachodnich sankcji z czasem staną się ciężarem trudnym do i tak znajdującej się w stagnacji gospodarki. Ale nawet, jeśli Kreml, który w ostatnich latach bardzo rzadko okazywał adekwatność polityki zagranicznej, ustąpił do Obamy i zrobi wszystko, aby Ukraina wykazała pełną kontrolę nad terytoriami na ukrainie, czy otrzyma on możliwość legalizacji aneksji Krymu w oczach społeczności międzynarodowej? Do największego niestety ukraińców — raczej tak, niż nie. Przynajmniej de facto.

Kategoryczność wypowiedzi niektórych polityków zachodnich, którzy powołując się na попранные Moskwą normy prawa międzynarodowego, mówią o niedopuszczalności uznania Krymu rosyjskim, nie powinna wprowadzać w błąd. Historia zna wiele przykładów, gdy aneksji, ze wszystkich stron nielegalna, ostatecznie otrzymała uznanie i państwo-agresor торжествовало.

Dwa warianty rozwoju wydarzeń dla anektujących terytorium można prześledzić na przykładzie Indonezji, która od momentu powstania 70 lat temu załączniku dwa obszary: Wschodni Timor i zachodnią część Nowej Gwinei. I, jeśli w pierwszym przypadku, społeczność międzynarodowa wykazują zasady, do czego go побуждала przede wszystkim nieustanne walki mieszkańców przeciwko najeźdźcy, to w drugim Dżakarta dopięła swego — określona w 1960 terytorium Papui teraz jest uznane przez wszystkich jak indonezyjska teren.

Przy tym, jeśli istnieją podobieństwa z Krymu, to w przypadku wielu różnic (na przykład, w czasie okupacji Indonezją zachodniej części Papui ta nie była terytorium innego państwa, a tylko chciałam ogłosić niepodległość przy wsparciu wspaniałej miejscowości — Holandii) jest znacznie więcej ich akurat w przypadku praktycznie bezbolesne schwytanie Papui, gdzie był również przeprowadzone referendum w sprawie przystąpienia, a aneksji Timoru Wschodniego odwróciła się długotrwałej wojny partyzanckiej i жесточайшими represjami ze strony indonezyjczyków. Jest mało prawdopodobne, można założyć coś takiego na Krymie.

Co do Паупа, to tam Indonezja działała w znacznie mniej sprzyjających warunkach, niż Rosja na Krymie — zdecydowana większość ludności na tym terenie stanowiły ludy bardzo odległe od indonezyjczyków i etnicznych, religijnych i dla wszystkich innych cech. Przy tym obecny Majlis krymsko-tatarskiego narodu, działający na terytorium Ukrainy, i ich wpływ na zachodzące procesy i poziomu aktywności swoich bojowych komórek znacznie bardziej przypomina mało znane Ruch wolnej Papui, niż FRETILIN (front wyzwolenia o niepodległość Timoru Wschodniego), który mimo utraty w 80% składu osobowego, kontynuował opór do opieki indonezyjczyków i w końcu otrzymał władzę w ojczyźnie.

Powyższe porównanie, oczywiście, są przybliżone (nawiasem mówiąc, w przypadku Тимором można sobie przypomnieć jeszcze jedno podobieństwo — Indonezja wprowadziła tam wojska właśnie po tym, jak w Portugalii, niepokoiły ten region, wystąpił tzw. Rewolucja goździków, co odsyła nas do wydarzeń na kijowskim Majdanie w lutym 2014 roku), ale ich, jednak nie można rozpatrywać w kontekście zasady prawa międzynarodowego. Jego normy dzisiaj, jak pół wieku temu, często działają na zasadzie "prawo — dyszel: gdzie skręcimy — tam i wyszło" i zależą od koniunktury politycznej.

Strony poszkodowanej , w tym przypadku — na Ukrainie, oczywiście, wydaje się, że uregulowanie sytuacji wokół półwyspu znajduje się w epicentrum całej międzynarodowej dyplomacji, że nie odpowiada rzeczywistości. Дотационный półwysep, ile by rosyjscy patrioci nie cieszyli się z powrotu Sewastopola, nie ma większego strategicznego znaczenia pod względem wojskowym i nie należy do bogatych węglowodorami regionów, dlatego jego miejsce jest na obrzeżach wielkiej polityki — gdzieś w pobliżu Papui i Timoru, przy czym ten ostatni jest dla światowej społeczności, a nawet ważniejsze, jest tam jak na jego szelfie odkryte ogromne złoża ropy naftowej.

Kijów, wszystkimi siłami aspirujących do UE, oczywiście, może liczyć na wsparcie Brukseli w krymskim kwestii, to tylko przeżywa nie najlepsze czasy Unia europejska w swojej konfrontacji z Kremlem raczej nie zdecyduje się na bardziej rygorystyczne środki, niż ci, że podjęte do tej pory. Tak i te, sądząc po pozycji Merkel, mogą być częściowo zwinięte. Tylko by się uspokoił Donbas.

Co do USA, to, jak oświadczył Donald Trump, kandydat na prezydenta z ramienia republikanów i, być może, przyszły gospodarz Białego domu, "Krym to sprawa Europy". Co prawda podstawowy przeciwnik Włóczęgów, demokratka Hillary Clinton promuje innego punktu widzenia, ale i jej raczej nie uda się przekonać rodaków, że jakiś półwysep w innej części świata dla amerykanów jest tak ważny, że warto w końcu zerwać z Rosją. Przynajmniej z Indonezją, która jest "strategicznym partnerem USA, Biały dom utrzymuje dość bliskie relacje. I Papui z Тимором to nie jest przeszkodą.