Mężczyzna wezwał policję Państwową, która wyniosła protokół o wypadek komunikacyjny. W serwisie okazało się, że maszyny uszkodzone koło i wgnieciony dysk. Remont kosztował 52 euro. Janis postanowił odzyskać te pieniądze z państwowej Wyższej, licząc, że stołeczna administracja ma obowiązek zawierać drogi w porządku. Ale urzędnicy odrzucili żądanie poszkodowanego kierowcy.

W swoim liście, przedstawiciele RD piszą, że "na miejscu WYPADKU pracownicy policji nie wykryły u samochodu wizualnych uszkodzeń". I tak jak na miejsce został wezwany laweta, "te uszkodzenia mogą pojawić się z powodu tego, że kierowca wjechał w dziurę, a później, na przykład, ze względu na fakt, że maszyna wyrzuciłam na granicy". Janis, delikatnie mówiąc, zaskoczony, po otrzymaniu takiej odpowiedzi. "Ani ja , ani policja nie jesteśmy warsztatach, aby tak na oko określić, co jest wgnieciony dysk. Z kolei to, że uszkodzone koło, stało się jasne dopiero rano" - mówi mężczyzna. Laweta on nie dzwonił, bo do domu nie dojechałem dosłownie jeden kilometr.

Do wniosku Wyższej dumie, Janis załączeniu zdjęcia z uszkodzeniami koła. Ale i tu u urzędników znalazło się co odpowiedzieć: na zdjęciach nie określony czas, a więc nie wiadomo, kiedy zostały wykonane.

W tym samym czasie w RD nie wykluczają, że dziura na ulicy Kr. Valdemars naprawdę jest. Ale to nie jest podstawą do zwrotu pieniędzy. "Nawet jeżeli w WYPADKU stało się pod wskazany adres, kierowca mógł w porę zauważyć pit, zwolnić i ominąć przeszkodę, a tym samym nie uszkadzając samochód" - pisze RD. W ofercie dumy ominąć dziurę, Janis szczerze odpowiedział, że jej nie zauważył, bo nie spodziewał się, że "przy jednej z głównych ulic stolicy będzie specjalnie выпиленная dziura o głębokości 10 cm, bez żadnych znaków ostrzegawczych".

Janis poddawać się nie zamierza. Postanowił pozwać RD. "Doskonale rozumiem, że koszty będą znacznie powyżej tej kwoty, którą zapłaciłem za naprawę samochodu. Ale to kwestia zasad" - mówi mężczyzna.